Wpisy archiwalne w kategorii
w towarzystwie
| Dystans całkowity: | 6429.02 km (w terenie 198.90 km; 3.09%) |
| Czas w ruchu: | 26:29 |
| Średnia prędkość: | 23.23 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 50.49 km/h |
| Liczba aktywności: | 120 |
| Średnio na aktywność: | 53.58 km i 4h 24m |
| Więcej statystyk | |
Wielki Przejazd Rowerowy
Niedziela, 5 czerwca 2011 | dodano:11.06.2011Kategoria W szponach Kugu, po 3M, 50.00 - 99.99 km., w towarzystwie
Dawno nie poszczany wykonawca - na pewno nie zapomniany....
&feature=related
Wielkie święto rowerzystów w 3M - kto ma rower ten na pewno dzisiaj na niego wsiadł i pojechał na miejsce zbiórki.... Pojawiło się naprawdę nas sporo - chyba rok wcześniej frekwencja nie była tak liczna. Sporo ludzi na ostrych się pojawiło - naprawdę fajnie w jednym miejscu zobaczyć tylu ostro-kołowców! Dzisiaj odstawiłam lans na całej linii.... Ostre, koszulka Lang Team i czarne szpilki:D a co w końcu jak szaleć to szaleć;D Jechało się naprawdę rewelacyjnie - sama się zaskoczyłam....
Po przejeździe na piknik z Ger-em... miało być po ubitych drogach w lesie - ,,oszukali mnie" - nie powiem, teren, ostre i szpilki to nie za dobre połączenie.... Ale nie poddałam się - potraktowałam to jako niezły trening siłowy!

Powrót po ognisku ścieżkami przez miasto - od razu lepiej;)
Nie powiem, niektórzy mieli pocieszne miny widząc kobietę w 8 cm szpilach na rowerze - ubaw miałam co nie miara z nich!
Pozdrower!!!
&feature=related
Wielkie święto rowerzystów w 3M - kto ma rower ten na pewno dzisiaj na niego wsiadł i pojechał na miejsce zbiórki.... Pojawiło się naprawdę nas sporo - chyba rok wcześniej frekwencja nie była tak liczna. Sporo ludzi na ostrych się pojawiło - naprawdę fajnie w jednym miejscu zobaczyć tylu ostro-kołowców! Dzisiaj odstawiłam lans na całej linii.... Ostre, koszulka Lang Team i czarne szpilki:D a co w końcu jak szaleć to szaleć;D Jechało się naprawdę rewelacyjnie - sama się zaskoczyłam....
Po przejeździe na piknik z Ger-em... miało być po ubitych drogach w lesie - ,,oszukali mnie" - nie powiem, teren, ostre i szpilki to nie za dobre połączenie.... Ale nie poddałam się - potraktowałam to jako niezły trening siłowy!

Kuguar w terenie....© K. Kochanowicz
Powrót po ognisku ścieżkami przez miasto - od razu lepiej;)
Nie powiem, niektórzy mieli pocieszne miny widząc kobietę w 8 cm szpilach na rowerze - ubaw miałam co nie miara z nich!
Pozdrower!!!
Dane wycieczki:
| Km: | 56.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | HRmax: | (%) | HRavg | (%) | |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Rower: | Kugu - ostre koło | ||
Family Cup 2011 Sopot
Sobota, 4 czerwca 2011 | dodano:11.06.2011Kategoria 0.00 - 49.99 km, Arab, po 3M, w towarzystwie, XC
Uwaga Paolo śpiewa;D
&feature=relmfu
Z przyczyn ode mnie nie zależnych dwie imprezy mnie ominęły, tych zawodów sobie nie mogłam podarować;) kolejne XC, wolałabym w końcu jakiś maraton – ale jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma;) Z reszta sama nie wiem czy i maratony lubię;)
Słońce od rana mocno grzało, ilość zawodników przerosła oczekiwania organizatorów co miało później odbicie w lekkim opóźnieniu i zamieszaniu z godzinami startów.
Trasę prawie znałam z objazdów. Bałam się jednego miejsca, ale podobno zostało wyeliminowany – jak się później okazało – to nie była prawda i w tym właśnie miejscu zaliczyłam piękną wywrotkę. Nie powiem trochę z mojej winy – tłumaczyć się nie będę – ale na szczęście skończyło się tylko przeszlifowaną lewą nogą na kolanie i łydce oraz siniakiem na prawym udzie;D
Ale po kolei;) Start w porównaniu do BT udany - był ogień, ale na pierwszej górce weryfikacja – udało się wjechać z jednym przystankiem;) zdecydowanie lepiej idzie mi już wpinanie w pedały na miękkim przełożeniu – przynajmniej przy każdym podejściu nie kończy się to glebą:D
Strata minut z uwagi na pogubienie trasy, pozbieranie się z gleby, szwankującą tylną przerzutkę i hamulec i ogólnie jakaś niemoc po pierwszym okrążeniu... Jak się okazało po dojechaniu na metę – półtorej okrążenia jechałam z odpiętym tylnym zaciskiem – nie chcę myśleć co by się stało gdyby na jakimś korzeniu uciekło mi tylne koło....
Koniec końców – miłe zaskoczenie, nawet załapałam się na dyplom;D

Pozdrower!!!
&feature=relmfu
Z przyczyn ode mnie nie zależnych dwie imprezy mnie ominęły, tych zawodów sobie nie mogłam podarować;) kolejne XC, wolałabym w końcu jakiś maraton – ale jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma;) Z reszta sama nie wiem czy i maratony lubię;)
Słońce od rana mocno grzało, ilość zawodników przerosła oczekiwania organizatorów co miało później odbicie w lekkim opóźnieniu i zamieszaniu z godzinami startów.
Trasę prawie znałam z objazdów. Bałam się jednego miejsca, ale podobno zostało wyeliminowany – jak się później okazało – to nie była prawda i w tym właśnie miejscu zaliczyłam piękną wywrotkę. Nie powiem trochę z mojej winy – tłumaczyć się nie będę – ale na szczęście skończyło się tylko przeszlifowaną lewą nogą na kolanie i łydce oraz siniakiem na prawym udzie;D
Ale po kolei;) Start w porównaniu do BT udany - był ogień, ale na pierwszej górce weryfikacja – udało się wjechać z jednym przystankiem;) zdecydowanie lepiej idzie mi już wpinanie w pedały na miękkim przełożeniu – przynajmniej przy każdym podejściu nie kończy się to glebą:D
Strata minut z uwagi na pogubienie trasy, pozbieranie się z gleby, szwankującą tylną przerzutkę i hamulec i ogólnie jakaś niemoc po pierwszym okrążeniu... Jak się okazało po dojechaniu na metę – półtorej okrążenia jechałam z odpiętym tylnym zaciskiem – nie chcę myśleć co by się stało gdyby na jakimś korzeniu uciekło mi tylne koło....
Koniec końców – miłe zaskoczenie, nawet załapałam się na dyplom;D

Skupienie na trasie;)© K. Kochanowicz
Pozdrower!!!
Dane wycieczki:
| Km: | 8.90 | Km teren: | 8.90 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | HRmax: | (%) | HRavg | (%) | |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Rower: | Arab | ||
Objazd trasy Family Cup....
Czwartek, 2 czerwca 2011 | dodano:20.06.2011Kategoria 50.00 - 99.99 km., Arab, po 3M, praca - sama przyjemność, treningi, w towarzystwie
Czy Ona pięknie nie śpiewa....
Standard do pracy.... a po południu pędem do Sopotu na teamowy objazd trasy Family Cup. Niestety nie mogłam zostać na całym i po jednym okrążeniu się zmyłam.... tak wiem, migam się ale obowiązki wzywały!
Pozdrower!!!
Standard do pracy.... a po południu pędem do Sopotu na teamowy objazd trasy Family Cup. Niestety nie mogłam zostać na całym i po jednym okrążeniu się zmyłam.... tak wiem, migam się ale obowiązki wzywały!
Pozdrower!!!
Dane wycieczki:
| Km: | 54.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | HRmax: | (%) | HRavg | (%) | |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Rower: | Arab | ||
Trening na Łysej.....
Wtorek, 31 maja 2011 | dodano:15.06.2011Kategoria 50.00 - 99.99 km., Arab, po 3M, praca - sama przyjemność, treningi, w towarzystwie
Trochę gitarki nie zaszkodzi....
Pierwszy raz na treningu na Łysej - dość sporo ludzi. Poznałam przy okazji Candule. Może uda mi się tam częściej pojawiać!
Pozdrower!!!
Pierwszy raz na treningu na Łysej - dość sporo ludzi. Poznałam przy okazji Candule. Może uda mi się tam częściej pojawiać!
Pozdrower!!!
Dane wycieczki:
| Km: | 55.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | HRmax: | (%) | HRavg | (%) | |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Rower: | Arab | ||
Trening - KR
Sobota, 28 maja 2011 | dodano:29.05.2011Kategoria Kanarek, treningi, w towarzystwie, 200.00 - 249.99 km, wyścigi szosowe
Energia z tego utworu towarzyszyła mi na trasie....
&feature=related
Co mam na pisać... był ogień i tyle;)
Pobudka rano, pożywne śniadanie, przygotowanie roweru i w drogę. Założenia na trasę dość wyśrubowane, ale im wyżej poprzeczka tym więcej się osiągnie;)
Ruszamy z Mariuszem w trasę koło godziny 7.40, podłączamy się pod peleton około 15 osobowy i ciśniemy w ich tempie, które zresztą bardzo nam odpowiada. Sielanka kończy się po około 30 km gdy mija nas drugi peleton zdecydowanie szybszy i porywa prawie wszystkich za sobą. Wiedziałam, że ich tempo jestem wstanie pociągnąć przez może kolejne 30 km, ale później zaliczę zgona.... a do przejechania będzie jeszcze ponad połowa dystansu.... postanowiliśmy jechać równym tempem, takie jakie założyliśmy na początku, nie ma co eksploatować się na początku dystansu....
Ciągle wiatr w twarz, nie jest łatwo....
Po 150 km łapie mnie kryzys.... wiem, że nie uda się zdążyć na zaplanowany pociąg do domu, zapał trochę opadł.... Mariusz motywuje mnie jednak nieustannie i to zdecydowanie pomaga... Co jakiś czas albo my się podpinamy pod kogoś i jedziemy jakiś dystans razem, albo ktoś korzysta z naszego koła;)
40 km przed końcem łapię ,,drugi oddech” i nie wiem skąd naglę czuję się tak jakbym dopiero wsiadła na Kanarka (może poza bólem ramion, które cholernie dokuczały) Ciśniemy ile fabryka dała, prędkość nie schodzi poniżej 35;]
Na parking wjechałam wymęczona jak nigdy ale przeszczęśliwa i zadowolona z siebie!
Pozdrawiam kolarzy spotkanych na trasie i do zobaczenia przy kolejnej okazji!
Pozdrower!!!
&feature=related
Co mam na pisać... był ogień i tyle;)
Pobudka rano, pożywne śniadanie, przygotowanie roweru i w drogę. Założenia na trasę dość wyśrubowane, ale im wyżej poprzeczka tym więcej się osiągnie;)
Ruszamy z Mariuszem w trasę koło godziny 7.40, podłączamy się pod peleton około 15 osobowy i ciśniemy w ich tempie, które zresztą bardzo nam odpowiada. Sielanka kończy się po około 30 km gdy mija nas drugi peleton zdecydowanie szybszy i porywa prawie wszystkich za sobą. Wiedziałam, że ich tempo jestem wstanie pociągnąć przez może kolejne 30 km, ale później zaliczę zgona.... a do przejechania będzie jeszcze ponad połowa dystansu.... postanowiliśmy jechać równym tempem, takie jakie założyliśmy na początku, nie ma co eksploatować się na początku dystansu....
Ciągle wiatr w twarz, nie jest łatwo....
Po 150 km łapie mnie kryzys.... wiem, że nie uda się zdążyć na zaplanowany pociąg do domu, zapał trochę opadł.... Mariusz motywuje mnie jednak nieustannie i to zdecydowanie pomaga... Co jakiś czas albo my się podpinamy pod kogoś i jedziemy jakiś dystans razem, albo ktoś korzysta z naszego koła;)
40 km przed końcem łapię ,,drugi oddech” i nie wiem skąd naglę czuję się tak jakbym dopiero wsiadła na Kanarka (może poza bólem ramion, które cholernie dokuczały) Ciśniemy ile fabryka dała, prędkość nie schodzi poniżej 35;]
Na parking wjechałam wymęczona jak nigdy ale przeszczęśliwa i zadowolona z siebie!
Pozdrawiam kolarzy spotkanych na trasie i do zobaczenia przy kolejnej okazji!
Pozdrower!!!
Dane wycieczki:
| Km: | 231.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 07:25 | km/h: | 31.15 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | HRmax: | (%) | HRavg | (%) | |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Rower: | Kanarek - Sprzedany | ||
Długi czwartek....
Piątek, 27 maja 2011 | dodano:27.05.2011Kategoria 50.00 - 99.99 km., Kanarek, po 3M, praca - sama przyjemność, treningi, w towarzystwie
Warto przypomnieć;)
Chyba pobiłam swój rekord dojazdu do pracy, pędziłam na złamanie karku, ale się udało;)
Po robocie słońce zachęcało do rowerowania, uderzam w stronę Reja przez Spacerową – korek jak sto pięćdziesiąt, jadę sobie na luzie środkiem jezdni i wkurzam tylko ludzi siedzących w samochodach, zdecydowanie jadę szybciej niż oni;D Na Reja sporo kolarzy. Dzisiaj miałam okazję przejechać się na rewelacyjnym rowerze mtb, zdecydowanie lepszej klasy niż mój Arab – to muszę przyznać bez bicia.... jechało się bajecznie, przyspieszenie na prostej, geometria ramy pasowała mi idealnie. Dwa kilogramy mniej na rowerze ale jaka różnica podczas rozpędzania;) ehh na razie taki rower jest tylko w zasięgu moich marzeń;)
U góry spotkałam Michała, który złapał kapcia, czekał na pomoc! Jak na złość w tym plecaku nie miałam łatek.... dłuższa chwila rozmowy i pojechałam kręcić kółka..... Tak właściwie, pierwszy trening w tym roku, na którym dałam z siebie coś więcej niż 50%.... zawsze jeździłam na pół gwizdka, wczoraj w końcu coś się odblokowało – może dlatego, że wyklarował się cel na ten sezon ale to zostanie moją tajemnicą;)
Pozdrower!!!
Chyba pobiłam swój rekord dojazdu do pracy, pędziłam na złamanie karku, ale się udało;)
Po robocie słońce zachęcało do rowerowania, uderzam w stronę Reja przez Spacerową – korek jak sto pięćdziesiąt, jadę sobie na luzie środkiem jezdni i wkurzam tylko ludzi siedzących w samochodach, zdecydowanie jadę szybciej niż oni;D Na Reja sporo kolarzy. Dzisiaj miałam okazję przejechać się na rewelacyjnym rowerze mtb, zdecydowanie lepszej klasy niż mój Arab – to muszę przyznać bez bicia.... jechało się bajecznie, przyspieszenie na prostej, geometria ramy pasowała mi idealnie. Dwa kilogramy mniej na rowerze ale jaka różnica podczas rozpędzania;) ehh na razie taki rower jest tylko w zasięgu moich marzeń;)
U góry spotkałam Michała, który złapał kapcia, czekał na pomoc! Jak na złość w tym plecaku nie miałam łatek.... dłuższa chwila rozmowy i pojechałam kręcić kółka..... Tak właściwie, pierwszy trening w tym roku, na którym dałam z siebie coś więcej niż 50%.... zawsze jeździłam na pół gwizdka, wczoraj w końcu coś się odblokowało – może dlatego, że wyklarował się cel na ten sezon ale to zostanie moją tajemnicą;)
Pozdrower!!!
Dane wycieczki:
| Km: | 72.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | HRmax: | (%) | HRavg | (%) | |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Rower: | Kanarek - Sprzedany | ||
Praca i szwędanie po robocie.....
Wtorek, 24 maja 2011 | dodano:26.05.2011Kategoria 50.00 - 99.99 km., Kanarek, po 3M, praca - sama przyjemność, treningi, w towarzystwie
Może tym razem coś z tej półki.....
Z rana przyjemnie ciepło, tylko zamiast do pracy to najchętniej pojechałabym gdzieś na Kaszuby nad jezioro albo w las daleko od zgiełku i zabiegania....Po pracy miała być siatka, jednak pojechałam na Reja mimo nadciągających złowrogich chmur.... powrót w przenikliwie zimnym deszczu.
Pozdrower!!!
Z rana przyjemnie ciepło, tylko zamiast do pracy to najchętniej pojechałabym gdzieś na Kaszuby nad jezioro albo w las daleko od zgiełku i zabiegania....Po pracy miała być siatka, jednak pojechałam na Reja mimo nadciągających złowrogich chmur.... powrót w przenikliwie zimnym deszczu.
Pozdrower!!!
Dane wycieczki:
| Km: | 65.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | HRmax: | (%) | HRavg | (%) | |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Rower: | Kanarek - Sprzedany | ||
Szosowa niedziela.....
Niedziela, 22 maja 2011 | dodano:26.05.2011Kategoria 100.00 - 149.99 km, Kanarek, po 3M, treningi, w towarzystwie
Ta Pani gościła niedawno u mnie, zdecydowanie muszę poświęcić jej więcej uwagi – jej wokal na to zasługuje....
&feature=related
Dzisiaj nie był mój dzień na rower... brak siły w nogach, pozycja na Kanarku, która od x czasu pasowała mi bez zarzutów dzisiaj sprawiała mi nie mały kłopot, bolały ręce, plecy, tyłek, buty uwierały – dawno nie miałam tak złego dnia na rower. Trening na szosie – zapowiadało się w miarę spokojnie – skończyło się jak zwykle – tempo ostre, nie ma zmiłuj się.
W drodze powrotnej na moście wypatrzył mnie Drucikpodczas swojej niedzielnej przebieżki:D miłe zaskoczenie! Pozdrawiam:)
Słońce dawało w kość i to mocno, ręce i nogi zjarane! Wody starczyło na styk!
Pozdrower!!!
&feature=related
Dzisiaj nie był mój dzień na rower... brak siły w nogach, pozycja na Kanarku, która od x czasu pasowała mi bez zarzutów dzisiaj sprawiała mi nie mały kłopot, bolały ręce, plecy, tyłek, buty uwierały – dawno nie miałam tak złego dnia na rower. Trening na szosie – zapowiadało się w miarę spokojnie – skończyło się jak zwykle – tempo ostre, nie ma zmiłuj się.
W drodze powrotnej na moście wypatrzył mnie Drucikpodczas swojej niedzielnej przebieżki:D miłe zaskoczenie! Pozdrawiam:)
Słońce dawało w kość i to mocno, ręce i nogi zjarane! Wody starczyło na styk!
Pozdrower!!!
Dane wycieczki:
| Km: | 123.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | HRmax: | (%) | HRavg | (%) | |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Rower: | Kanarek - Sprzedany | ||
Lansik deptakowy.....
Środa, 18 maja 2011 | dodano:19.05.2011Kategoria 0.00 - 49.99 km, po 3M, praca - sama przyjemność, W szponach Kugu, w towarzystwie
Wczoraj ciągle w głowie siedziała mi ta piosenka.....
Praca standard, a później pędem na spotkanie do Sopotu - udało się nie spóźnić. Pogoda na szczęście dopisała. Spotkanie mega sympatyczne, lansik się udał - oby częściej takie coś!
Pozdrower!!!
Praca standard, a później pędem na spotkanie do Sopotu - udało się nie spóźnić. Pogoda na szczęście dopisała. Spotkanie mega sympatyczne, lansik się udał - oby częściej takie coś!
Pozdrower!!!
Dane wycieczki:
| Km: | 43.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | HRmax: | (%) | HRavg | (%) | |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Rower: | Kugu - ostre koło | ||
Niedzielny spontan Teamowy......
Niedziela, 15 maja 2011 | dodano:16.05.2011Kategoria 50.00 - 99.99 km., Arab, po 3M, treningi, w towarzystwie
Coś co mnie totalnie zniewoliło......!!!
Niedziela z rana ciągle padało – plan był na szosę – jednak nie chciało mi się jeździć w kałużach z mokrym tyłkiem – chyba zmęczenie z tygodnia ze mnie nie zeszło.... Skończyło się na spontanicznym objeździe trasy Skandii w gronie ekipy z teamu.... Oczywiście okazałam się największym zamulaczem.... ale obiecali mi dość spokojne tempo a skończyło się na całkiem żwawym... ja się tak nie bawię...;]
Każde kolejne wyjście w teren jest dla mnie owocne w nowe doświadczenia – jaką wyciągnęłam naukę z dzisiejszej jazdy – liście to zło – nie dość, że koła ślizgają się na potęgę, to nigdy nie wiadomo co się pod nimi kryje.... muszę sobie wpoić zasadę ograniczonego zaufania do podłoża po którym jeżdżę....
Oczywiście nie mogło zabraknąć mojego narzekania – że przecież ja tak bardzo lubię szosę.... ;) Towarzysze na szczęście dzielnie znosili moje marudzenie i dziękuję im za to;)
Ogólnie sukces – skończyło się bez żadnej gleby... szok!
Powrót szybkim tempem – temperatura spadła i zrobiło się nieprzyjemnie....
Pozdrower!
Niedziela z rana ciągle padało – plan był na szosę – jednak nie chciało mi się jeździć w kałużach z mokrym tyłkiem – chyba zmęczenie z tygodnia ze mnie nie zeszło.... Skończyło się na spontanicznym objeździe trasy Skandii w gronie ekipy z teamu.... Oczywiście okazałam się największym zamulaczem.... ale obiecali mi dość spokojne tempo a skończyło się na całkiem żwawym... ja się tak nie bawię...;]
Każde kolejne wyjście w teren jest dla mnie owocne w nowe doświadczenia – jaką wyciągnęłam naukę z dzisiejszej jazdy – liście to zło – nie dość, że koła ślizgają się na potęgę, to nigdy nie wiadomo co się pod nimi kryje.... muszę sobie wpoić zasadę ograniczonego zaufania do podłoża po którym jeżdżę....
Oczywiście nie mogło zabraknąć mojego narzekania – że przecież ja tak bardzo lubię szosę.... ;) Towarzysze na szczęście dzielnie znosili moje marudzenie i dziękuję im za to;)
Ogólnie sukces – skończyło się bez żadnej gleby... szok!
Powrót szybkim tempem – temperatura spadła i zrobiło się nieprzyjemnie....
Pozdrower!
Dane wycieczki:
| Km: | 62.00 | Km teren: | 30.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | HRmax: | (%) | HRavg | (%) | |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Rower: | Arab | ||

